Kolejna próba - zaczynam udzielać się na forum. Spojrzałam dziś na konto użytkownika, okazało się, że założyłam je dokładnie rok temu. Czyżby 18 lutego był corocznym dniem apogeum mojej depresji? Przeczytałam tamtem wpis i ze smutkiem stwierdzam: jaka szkoda, że upłynął kolejny rok a ja miotam się w tym samym miejscu. Choć nie, od października chodzę na psychoterapię, ale to jest teraputa, mężczyzna i bardzo wielu rzeczy nie mówię. A on często milczy co prowadzi do tego, że nie wiem co z sobą zrobić. Trzęsą mi się ręce. W klatce piersiowej czuję kulę swojego stresu, lęku i napięcia. Chciałabym płakać, ryczeć, wrzeszczeć z bólu. Ale nie mogę. Jeśli zacznę czy ktoś mnie przytuli? Nie. Nie pozbieram się wtedy by walczyć o każdy oddech na studiach, zostanę z niczym w kompletnym dołku. Kończę w tym roku licencjat, ale boję się, że mnie nie przepuszczą - idzie mi coraz gorzej.