"Twoje oczy tak bardzo się zmieniły...TO zabrało mi ciebie, nie wiem kim jesteś"- pamiętam Twoje słowa z przed pół roku- wtedy gdy naprawdę było źle. Dziś jest lepiej (powrót do leków, terapia, ostatni rok do licencjatu),ale nie byłoby tak gdyby nie Ty(nie umniejszając przy tym roli Opatrzności, rodziców i "innych czynników oraz osobników;)"). To Ty potrafiłaś mi ciągle na nowo uwierzyć, że będzie lepiej, że jestem coś warta. To Ty zakręcałaś kran, gdy za długo myłam ręce; to Ty uczyłaś mnie (zupełnie jak matka uczy małe dziecko) jak funkcjonować, bo przez natręctwa "zapomniałam". Słuchałaś tysiące razy o moich objawach, lęku, smutkach i wątpliwościach. Poświęcałaś mi wiele czasu. Wreszcie to Ty( wtedy gdy było najgorzej i nie mogłam odnaleźć sensu tego wszystkiego) powiedziałaś, że Bóg dał mi życie i musze je dobrze wykorzystać (mimo że to ja "pouczałam" Cię w kwestiach wiary). Nikomu nie mogłam powiedzieć tyle co Tobie- żadnemu psychologowi, terapeucie, psychiatrze, przyjaciółce, rodzicom. Nie zawsze było dobrze; kłóciłyśmy się; czasami myślałam, że nie jestem dla Ciebie tak bardzo ważna. Dopiero później zdałam sobie sprawę z tego, że każdego dnia o mnie się bałaś i że do pełnego szczęścia potrzebujesz "rozwiazania moich problemów". Dziś nadal mi pomagasz iść przez życie. Ktoś powie: to naturalne-siostry powinny się wspierać, ale ja wiem swoje: jesteś Najlepszą Siostrą na świecie. Dziękuje Ci.
P.S.: Życzę, aby każdy mógł powiedzieć kiedyś(jeżeli teraz nie może), że jest "ktoś obok".